Wiadomości   

Strona główna           Kontakt

Blaski i cienie sztumskiej historii
Opadł kurz bitewnego zgiełku i umilkł szczęk broni, inscenizacji opowiadającej 700-letnią historię sztumskiego zamku.
13.01.2018

zamek w sztumie
Nadszedł czas na podsumowanie ostatnich wydarzeń, które zakończyły się jakże ważną ceremonią przekazania sztumskiej warowni Muzeum Zamkowego w Malborku. Efekty decyzji Ministra Jarosława Sellina zauważalne będą dopiero za rok może nawet za trzy lata, gdyż ogrom prac, jakie są do wykonania na terenie zamku, jest tak szeroki, że jedyne, co nam w tej chwili pozostaje to uzbroić się w cierpliwość i spokojnie czekać. Dzięki determinacji i odwadze grupki mieszkańców ziemi sztumskiej możemy dziś być spokojni o jego przyszłość, gdyż jak zapewnił Pan Minister Jarosław Sellin minimalna kwota, jaka będzie przekazywana przez Skarb Państwa na sztumski zamek to 800 tysięcy złotych w skali roku. Jednak jak zasugerował Minister, nie są to jedyne pieniądze, jakie mogą być pozyskane na odbudowę i rozbudowę warowni. Przewidywane są również dotacje celowe na wykonanie konkretnych zadań związanych z pracami archeologicznymi, remontowymi i rewitalizacyjnymi obiektu zamkowego i terenu do niego przyległego.

Wygrana bitwa o zamek – bo inaczej nie można tego nazwać - to także efekt zmian politycznych-gospodarczo w naszym kraju, o których wspomniał w swoim wystąpieniu Pan Zbigniew Pędziwilk. W myśl starego przysłowia, że „sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą” zauważyć można dziwne zachowanie urzędników sztumskiego magistratu na czele z Burmistrzem, którzy ustami Pana Tabora przypisują sobie sukces i chwałę za szczęśliwe zakończenie batalii o zamek. Przypomnijmy, iż przez ostatnie 27 lat - jak stwierdził sam Burmistrz - działania obecnej i poprzednich władz były na tyle nieskuteczne i kolokwialnie mówiąc powierzchowne, że nie udało się nikomu wypracować realnej koncepcji zagospodarowania zamku z korzyścią nie tylko dla samego miasta, ale przede wszystkim dla jego mieszkańców. W najmniejszym stopniu nie potrafiono wykorzystać bliskości zamku w Malborku będącego jednym z pięciu muzeów najchętniej odwiedzanych w Polsce. Porównując ostatnio opublikowane przez Muzeum Zamkowe w Malborku dane o ilości turystów odwiedzających malborską warownię oscylującą w granicach sześciuset tysięcy gości w skali roku z pojedynczymi grupkami przypadkowych turystów i kilkoma szkolnymi autokarami, jakie w ciągu roku odwiedziły nasz zamek, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z totalną porażką. Porażką, ukazującą niekompetencję, brak zaangażowania i pomysłu, jak również obojętność władz miasta, wszelkich stowarzyszeń oraz organizacji działających na polu historii i promocji miasta.

Po latach zaniedbań i zaniechań, a wręcz porzucenia najcenniejszego sztumskiego zabytku, który zgodnie z polskim prawem podlega ochronie, doprowadzono w majestacie tegoż prawa do jego ruiny. Dzięki wspólnemu działaniu grupy mieszkańców tj. Zbigniewa Pędziwilka, Sylwii Celmer, Adama Krupy, Jacka Krupy, Adama Poćwiardowskiego oraz wielu anonimowych ludzi, którzy wspierali ich działania, a o których nie zapomniał wspomnieć w swym przemówieniu Pan Minister Jarosław Sellin, 7 stycznia mogliśmy cieszyć się wspaniałą uroczystością i glorią naszego zamku. Tym bardziej cieszy nas przejęcie zamku przez Skarb Państwa, gdyż podczas piątkowej wizytacji zamku obecny na niej Dyrektor muzeum Zamkowego w Malborku dr hab. Janusz Turpinda nie krył zdumienia, w jak fatalnym stanie znajdują się poszczególne pomieszczenia warowni. Pomimo fatalnego stanu technicznego zdecydowano się podjąć trudne wyzwanie ratowania zamku. Wiadomo, iż na stan techniczny zamku wpływ ma wiele czynników, począwszy od wilgoci, a skończywszy na celowych zaniedbaniach i zaniedbaniach. Duży wpływ na pogorszenie się stanu technicznego infrastruktury zamkowej miała na pewno decyzja o wyłączeniu ogrzewania w pomieszczeniach, co w znacznej mierze doprowadziło do szybszej dewastacji i ruiny zamku, a także odkształcenia się parkietu w pomieszczeniach zamkowych.
Na kilka dni przed dokonaniem wizytacji zamku przez Pana Dyrektora Muzeum Zamkowego w Malborku włączono ogrzewanie, aby osuszyć pomieszczenia.
Skoro Pan burmistrz w udzielonych wywiadach podkreśla fakt, że jest to sukces jego i Rady Miejskiej, to dlaczego nie widać było wśród gości większości przedstawicieli tejże rady? Obecni byli tylko radni Czesław Oleksiak, Adam Poćwiardowski, Sylwia Monkielewicz i Ewa Rzeszotarska. Dlaczego mimo tak głośno odtrąbionego sukcesu nie było pozostałych członków rady spośród 15 jej członków? Czy ich nieobecność jest wyrazem braku szacunku do mieszkańców Sztumu, grupki osób walczących o zamek czy Pana Ministra Sellina? Czy może jest to wyraz solidarności z Panem Burmistrzem, gdyż tym razem nie on był ojcem sukcesu i nie on sam był celem kamer telewizyjnych i radiowych mikrofonów, a jedyne co zrobił w tej sprawie, to podjął decyzję o oddaniu zamku skarbowi państwa, który doprowadzono do ruiny, bo innego wyjścia już nie miał? Ocenę zachowania radnych, jak i samego Burmistrza pozostawiam ocenie czytelników i potencjalnych wyborców w zbliżających się wyborach samorządowych, którym prawda i dobro miasta leży na sercu.
Chciałbym zaznaczyć, że Burmistrz i jego urzędnicy przegrali batalię o zamek jeszcze zanim się na dobre zaczęła. Mam na myśli podjęcie na początku lutego 2011r. fatalnej decyzji o odmowie przejęcia wystawy poświęconej Generałowi Ryszardowi Kuklińskiemu, która staraniem Adama Krupy oraz Zbigniewa Pędziwilka miała trafić do Sztumu
zamek w sztumie
i zostać jako ekspozycja stała. Jedynym warunkiem, jaki postawił włodarzom śp. prof. Józef Szaniawski, było przejęcie jej przez samorząd sztumski, który jednocześnie miał być odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa materiałom wchodzącym w skład Izby Pamięci. Niestety Burmistrz w rozmowie ze Zbigniewem Pędziwilkiem nie wyraził woli przyjęcia wystawy, twierdząc, że postać gen. Ryszarda Kuklińskiego wywołuje zbyt wiele kontrowersji. Po latach, kiedy nakręcono film „Jack Strong”, a gen. Kukliński stał się na powrót bohaterem narodowym, okazało się, że Sztum stracił niepowtarzalną szansę na zaistnienie i ściągnięcie rzeszy turystów, a co za tym idzie i kapitału. Czas pokazał, jak ogromnym błędem było działanie burmistrza Leszka Tabora, którym kierowały niskie pobudki, tak polityczne jak i osobiste, cechujące się ogromną niechęcią do pomysłodawców przyjęcia tej wystawy, a przypomnę, byli mini Adam Krupa i Zbigniew Pędziwilk.

Brak zgody burmistrza Leszka Tabora na dobrą i popularną wystawę, jak również pozostałe, dotąd niezrozumiałe i szkodliwe działania włodarza z próbą przekazania podejrzanemu biznesmenowi zamku wraz z parkingiem przy kościele otwarcie można nazwać podejrzanym i szkodzącym interesowi gminy Sztum, co może niezdrowo kojarzyć się z aferą reprywatyzacyjną w Warszawie.

Traktowanie gminy jako prywatnego folwarku powodowało, że nikt nie był zainteresowany zmianą fatalnego położenia sztumskiego zamku i wykorzystaniu popularności malborskiej twierdzy dla uszczknięcia choćby niewielkiego kawałka z wielomilionowego tortu, jakim są wpływy z biletów i działalności skupionej wokół zamku, a to z kolei przyniosłoby korzyść dla gminy i jej mieszkańców. Czyżby plan i zamiary grupy trzymającej władzę mogły być inne?

Dzisiaj za sprawą Ministra Jarosława Sellina i ludzi dobrej woli można być spokojnym o dalsze losy zamku, zważywszy, na fakt rosnącej popularności zamku w Malborku, jak również ciekawej propozycji zagospodarowania warowni, których celem jest zainteresowanie turystów szeroką ofertą, reszta zależy już tylko i wyłącznie od nas samych. I to na nas będzie spoczywała odpowiedzialność za to, w jaki sposób wykorzystamy ostatnie historyczne wydarzenie i sukces garstki sztumian, który trzeba przekuć w sukces wszystkich mieszkańców.

Marek Pistolet0227