Atmosfera wokół programu SAFE gęstnieje. Poseł Konfederacji Przemysław Wipler ujawnił kulisy posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej, które – zamiast rozwiać wątpliwości – tylko je spotęgowało.
Chodzi o gigantyczne środki: 43,7 mld euro, czyli około 185 mld zł w niskooprocentowanych pożyczkach na 139 projektów zbrojeniowych. To pieniądze, które w praktyce będą spłacane przez polskich podatników. Tymczasem – jak relacjonuje Wipler – lista projektów objęta jest tajemnicą, a sposób jej udostępnienia parlamentarzystom trudno uznać za standard transparentnego państwa.
Jeden egzemplarz dla 52 posłów
Według relacji posła, kilkusetstronicowy dokument techniczny w języku angielskim został udostępniony członkom Komisji Obrony Narodowej w… jednym egzemplarzu. 52 posłów, dwa dni przed posiedzeniem, bez realnej możliwości spokojnej analizy. Przeczytanie całości miało zajmować kilka godzin.
W praktyce oznacza to, że tylko nieliczni mogli zapoznać się z treścią w sposób rzetelny. Opinia publiczna nie zna szczegółów, bo dokument ma charakter tajny. Parlament ma głosować, podatnicy mają płacić, a wiedza o tym, kto i na jakich zasadach otrzyma miliardy – pozostaje ograniczona.
80 proc. dla polskich firm?
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz deklarował, że 80 proc. środków trafi do polskich firm. Jednak – według Wiplera – wśród beneficjentów znajdują się spółki funkcjonujące w Polsce, lecz będące częścią niemieckiego koncernu Rheinmetall. Formalnie „polskie”, w praktyce zależne od zagranicznego giganta.
To rodzi pytanie: czy SAFE ma realnie wzmacniać polski przemysł obronny, czy raczej europejskie – w tym niemieckie – koncerny zbrojeniowe?
Warunkowość i polityczny bicz
Dodatkowe wątpliwości budzi mechanizm wypłaty środków. Transze z programu SAFE mają być przekazywane pod kontrolą Komisji Europejskiej. Rząd tłumaczy, że chodzi wyłącznie o mechanizmy antykorupcyjne i kontrolne.
Jednak doświadczenia ostatnich lat pokazują, że mechanizm warunkowości w Unii Europejskiej może mieć charakter uznaniowy i polityczny. Pojawia się więc pytanie: czy w przyszłości wypłata kolejnych transz nie stanie się narzędziem nacisku na Warszawę? Czy w sytuacji zmiany rządu – na przykład na gabinet o bardziej konserwatywnym czy prawicowym profilu – Komisja Europejska nie wykorzysta instrumentów finansowych jako środka politycznej presji?
To nie są pytania abstrakcyjne. Mówimy o niemal 200 miliardach złotych i wieloletnich zobowiązaniach finansowych.
Kontrowersje wokół beneficjentów
Wipler zwrócił także uwagę na informacje, według których wśród potencjalnych beneficjentów znajduje się spółka kierowana przez polityka Platformy Obywatelskiej. W tle pojawiają się doniesienia o sprzedaży udziałów za relatywnie niską kwotę przy jednoczesnej perspektywie kontraktów liczonych w miliardach złotych.
Jeśli te informacje się potwierdzą, opinia publiczna ma prawo oczekiwać pełnej przejrzystości i jasnych odpowiedzi.
Pieniądze publiczne wymagają jawności
Program SAFE to nie drobny grant. To gigantyczne zobowiązanie finansowe państwa. Tym bardziej niezrozumiałe jest ograniczanie dostępu do dokumentów i utrudnianie parlamentarzystom rzetelnej kontroli.
Bezpieczeństwo narodowe wymaga powagi. Ale powaga nie oznacza braku przejrzystości. Im większe pieniądze i im większa odpowiedzialność, tym większa potrzeba jawności i realnej kontroli parlamentarnej.
Dziś więcej jest pytań niż odpowiedzi. A stawką jest to czy faktycznie skorzysta z tego kredytu polski przemysł zbrojeniowy?
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu nowysztum.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz