02.10.2015
„Koniec śmieciowego jedzenia”(w szkołach przyp.)– cieszy się Polskie Radio w nagłówku newsa na swoim portalu, wychwalającym nowelizację ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia z 28 listopada 2014 r. Restrykcyjne prawo weszło w życie 1 września rujnując małe, szkolne sklepy i prowadząc do utraty pracy ich właścicieli. Przykładem jest likwidacja sklepiku w Zespole Szkół w Barlewiczkach.
Ustawę przygotował PSL, ale w pełni rekomendował ją ówczesny premier Donald Tusk. Dodajmy, że za zagłosowało 426 posłów, 1 był przeciw, a wstrzymały się 2. Obecnie Minister Zdrowia już określił w rozporządzeniu, jakie półprodukty i o jakiej gramaturze mogą wchodzić w skład żywności sprzedawanej w szkolnych sklepikach.
Zabrali dzieciom lizaki.
Powód zamykania sklepików szkolnych w całym kraju jest dość oczywisty - obok kanapek i sałatek oraz produktów bezcukrowych, by przetrwać szkolni sklepikarze muszą mieć w ofercie także drożdżówki, cukierki, lizaki. To niby oczywiste, ale ustawodawca najwyraźniej tego nie wiedział. Wolał zabrać dzieciom lizaki czy inne produkty.
Nowe drakońskie prawo, doprowadziło do zamknięcia sklepików szkolnych w Polsce. Ale nie tylko, także firm dostarczających do nich towar. Niektóre opierały się głównie na dostawach do szkół. Dla części firm koniec takiej współpracy oznaczał finansowy cios. W powiecie sztumskim np. w Zespole Szkół Zawodowych w Barlewiczkach właściciel sklepiku od razu zamknął interes. Co ciekawe sklepik nie handlował tylko produktami, które dziś są uznawane za niezdrowe. Firma Max Smak z Malborka dostarczała również zdrową żywność: świeże kanapki. Cieszyły się one sporą popularnością wśród młodzieży.
- Z nowymi wymogami na pewno bym sobie poradził. Nie opierałem jednak swojej produkcji na jednym dystrybutorze tylko wielu. Po wejściu w życie ustawy w sposób natychmiastowy straciłem odbiorców. Współpracę ze sklepikarzami skończyła się, bo zamknęli oni swoje punkty w szkołach.
Zlikwidowane firmy, zażegnana współpraca .
Pan Przemysław (Max Smak) rozwoził swój towar na tereny: powiatu sztumskiego, Starogardu Gd. I Trójmiasta. W ten sposób współpracował z ok. 20 sklepikami.
- Nie mam punktu w szkole, ale gdy firma Max Smak została zamknięta straciłam dobrego dostawcę i owocna współpraca musiała się zakończyć – przyznała właścicielka jednego ze sklepów.
- Większość właścicieli punktów szkolnych śmieje się z nowych przepisów, bo niby na czym mieliby teraz osiągać dochód? Dobrze wiedzą, że nie daliby rady utrzymać się sprzedając produkty według tak wyśrubowanych norm. Parę osób w rozmowie przyznało wprost – „Nie można handlować niczym co przynosi dochód”.
Droga kanapka bez salami i majonezu.
Sklepiki w Polsce od 1 września br. nie mogą sprzedawać drożdżówek, pączków i innych tak popularnych wśród dzieci ciastek. Najmłodsi mogą zapomnieć o hot - dogach z majonezem, pizzerkach czy nawet kanapkach z salami (za dużo tłuszczu i sodu). Produkty żywnościowe muszą mieć odpowiednią ilość soli, praktycznie nie mogą zawierać cukru. Także zwykłe pszenne bułki z dnia na dzień odpadły ze szkolnego. Wielu dostawców nie spełniło surowych norm dotyczącym jakości mąki i składu pieczywa w ogóle. Bułka musi być ziarnista i najlepiej razowa. Z kolei wędlina nie może zawierać konserwantów i polepszaczy smaku. Kłopot w tym, że cały rynek wędliniarski jest mocno nasycony takimi produktami. Niektórzy producenci kanapek mówią wprost, takie podejście sprawia, że niekiedy zwykła bułka kanapkowa będzie teraz kosztować nawet 6-9 zł. Pytanie jakie dzieci będzie stać na tak drogi rarytas?
A świadomość konsumencka dzieci?
W sklepiku szkolnym dzieci nie kupią już: chipsów, napojów energetyzujących, fast food i zupek instant. Nikt nie neguje szkodliwego wpływu tego typu produktów. Pytanie tylko czy taki zakaz jest realny do egzekwowania. Odpowiedź brzmi – nie. Nie można zakazać dzieciom zakupu takich produktów w supermarkecie lub sklepiku obok szkoły. Teraz, co rano widzimy jak niektóre dzieci idą do szkoły zajadając paczkę chipsów. Czy zabranianie dziecku lizaka jest sensowne? Dlaczego nie dać dzieciom wolnego wyboru i przy tym edukować co jest zdrowe. Dlaczego państwo ma decydować za konsumenta, co jest dla niego najlepsze?
Dodajmy, że ustawodawca na terenie: szkół, przedszkoli i innych jednostek przeznaczonych dla dzieci i młodzieży, zakazał także reklamy żywności z innych grup niż zalecane przez ministerstwo zdrowia i edukacji.
Gramtura i skład co do mg.
Istotną trudność dla szkolnych sprzedawców stanowią ściśle i odgórnie ustalone składy oferowanej żywności. Oto niektóre przykłady:
- słodyczy oraz wyrobów cukierniczych i ciastkarskich o zawartości cukru przekraczającej 10g
cukrów dodanych na 100g produktu;
- przekąsek z dodatkiem soli o zawartości sodu przekraczającej 300mg Na w 100g produktu;
- produktów mlecznych o zawartości cukrów dodanych powyżej 15g w 100g/ml produktu;
- produktów zbożowych o zawartości cukrów dodanych powyżej 25g w 100g produktu;
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu nowysztum.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz