Skutkiem braku działań podczas intensywnych opadów śniegu, do jakich doszło 11 stycznia br., była sytuacja, o której informowaliśmy: karetki pogotowia dwukrotnie nie mogły dojechać do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Sztumie. Miejsca, w którym liczą się minuty, a nierzadko sekundy. Jest to fakt, którego nie da się zagadać procedurami ani przykryć urzędowymi formułkami. W związku z zaistniałymi wówczas wydarzeniami pytania skierowane do Starostwa Powiatowego w Sztumie nie były ani przypadkowe, ani abstrakcyjne. Zostały one zadane w konkretnym kontekście braku przygotowania mimo zapowiadanego ataku zimy, przed którym z wyprzedzeniem ostrzegały prognozy pogody.
Z odpowiedzi Starostwa Powiatowego wynika jednoznacznie, że odpowiedzialność za zimowe utrzymanie dróg na terenie szpitala, w tym dojazdu do SOR, spoczywa na operatorze placówki, czyli spółce AHoP. Starostwo przyznaje wprost, że
„ze względu na znaczne opady śniegu obowiązki te nie do końca zostały wykonane prawidłowo”
i że w tej sprawie podjęto interwencję, kierując pismo do władz spółki. To jednak nie zmienia kluczowego faktu: do zaniedbania doszło. I to nie na bocznym chodniku, lecz na drodze życia, podjeździe dla karetek. Starostwo informuje, że
„szpital posiada umowy na odśnieżanie chodników, a tereny wewnętrzne, w tym dojazd do SOR, obsługiwane są przez służby techniczne szpitala, z możliwością zlecania prac interwencyjnych. Problem w tym, że w krytycznym momencie system ten zawiódł. Władze spółki tłumaczą brak wcześniejszego zabezpieczenia podjazdu „intensywnymi i nagłymi opadami śniegu”
, które miały być trudne do przewidzenia co do dokładnego czasu i skali. Tyle że ostrzeżenia pogodowe zostały wydane wcześniej, a zima w styczniu nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym. Nagłość opadów nie zwalnia z obowiązku przygotowania infrastruktury krytycznej.
Szczególnie niepokojące jest twierdzenie, że zdaniem władz spółki sytuacja ta
„nie spowodowała utrudnień w obsłudze pacjentów ani zagrożenia dla ciągłości świadczeń”.
Trudno uznać takie stwierdzenie za wiarygodne w świetle faktu, że karetki nie mogły fizycznie dojechać do SOR-u. Jeśli to nie jest utrudnienie, to czym ono jest?
Sprawa nabiera dodatkowej wagi w obliczu prognoz: na najbliższe dni ponownie zapowiadane są intensywne opady marznącego deszczu, śniegu oraz zawieje. Pytanie brzmi więc nie „czy”, ale czy tym razem ktoś rzeczywiście wyciągnął wnioski. Bo jeśli znów dojdzie do paraliżu dojazdu do SOR, nie będzie można mówić o zaskoczeniu, tylko o świadomym zaniechaniu. SOR nie jest zwykłym fragmentem infrastruktury. To brama do ratowania życia. Każda nieodśnieżona minuta, każdy nieprzejezdny metr drogi to potencjalne zagrożenie dla pacjentów i ratowników. Odpowiedzialność za to spoczywa jasno wskazana. Teraz pozostaje pytanie, czy wraz z nią pojawi się realne działanie zanim śnieg znów zasypie nie tylko podjazd, ale i czyjeś szanse na pomoc.
Najbliższe dni będą testem nie pogody, lecz odpowiedzialności. Jeśli ten test zostanie oblany po raz kolejny, nie wystarczą już zapewnienia o procedurach awaryjnych. Pozostanie pytanie, kto weźmie odpowiedzialność za sytuację, w której pomoc medyczna znów może utknąć w śniegu.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu nowysztum.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz